Prawdopodobieństwo, że założenia islandzkich układów zbiorowych nie zostaną spełnione, jest już niemal stuprocentowe — ocenia Vilhjálmur Birgisson, przewodniczący Starfsgreinasamband Íslands.
Jego komentarz pojawił się po publikacji najnowszych danych inflacyjnych. Inflacja wzrosła z 5,2 do 5,3 procent, a do ostatecznej oceny pozostał już tylko sierpniowy odczyt.
Zgodnie z warunkami porozumień 12-miesięczna inflacja nie może wtedy przekroczyć 4,7 procent.
Pracownicy wykazali się odpowiedzialnością
Vilhjálmur przypomina, że w kwietniu 2024 roku pracownicy zgodzili się na umiarkowane, długoterminowe układy zbiorowe. Ich celem było stworzenie warunków do obniżenia inflacji i stóp procentowych.
Jego zdaniem pracownicy wykonali swoją część porozumienia. Powstrzymali żądania płacowe i zaakceptowali rozwiązania, które miały pomóc ustabilizować gospodarkę.
Teraz jednak coraz wyraźniej widać, że inni uczestnicy porozumienia nie zachowali podobnej dyscypliny.
Rząd, samorządy i firmy podniosły koszty
Przewodniczący Starfsgreinasamband Íslands wskazuje na dużą odpowiedzialność rządu z powodu podwyżek podatków i dodatkowych obciążeń.
Krytykuje także samorządy, które zwiększały opłaty, oraz część przedsiębiorstw należących do Samtök atvinnulífsins, które podnosiły ceny mimo wcześniejszych deklaracji, że wszystkie strony będą działać na rzecz ograniczenia inflacji.
„Pracownicy dotrzymali słowa. Zbyt wielu innych tego nie zrobiło” — podsumowuje Vilhjálmur.
Problem polega na tym, że umiarkowane podwyżki wynagrodzeń nie wystarczą, jeśli w tym samym czasie rosną podatki, opłaty komunalne, ceny usług i marże przedsiębiorstw. Koszty życia nadal rosną, a pracownicy tracą siłę nabywczą mimo zachowania odpowiedzialności w negocjacjach płacowych.
Gdzie podziała się obiecana „młotowa” walka z inflacją?
Vilhjálmur krytykuje również brak zdecydowanych działań wobec inflacji i wysokich stóp procentowych.
Przypomina zapowiedzi użycia „młota”, który miał uderzyć w inflację i doprowadzić do spadku oprocentowania. Jego zdaniem dziś nikt nie wydaje się gotowy, aby ten młot rzeczywiście podnieść.
W najbliższych tygodniach uwaga rządu, polityków i społeczeństwa prawdopodobnie skupi się na referendum dotyczącym Unii Europejskiej. Tymczasem problemy, które już teraz obciążają gospodarstwa domowe, mogą zejść na dalszy plan.
UE i euro nie są prostym lekarstwem
Vilhjálmur odnosi się również do argumentu, że członkostwo w Unii Europejskiej i przyjęcie euro rozwiązałyby islandzkie problemy gospodarcze.
Jego zdaniem sprawa jest znacznie bardziej złożona. Powołuje się na obszerny raport walutowy przygotowany z inicjatywy Ministerstwa Finansów i Gospodarki, opublikowany w maju.
Raport ma pokazywać, że sama zmiana waluty nie usuwa automatycznie problemów z inflacją, kosztami życia, finansami publicznymi, rynkiem pracy i odpowiedzialnością rządu.
Euro może zmienić warunki gospodarcze, ale nie zastąpi odpowiedzialnej polityki fiskalnej, kontroli wydatków, rozsądnych decyzji podatkowych i uczciwego zachowania przedsiębiorstw.
Kto poniesie konsekwencje?
Jeżeli ostatecznie okaże się, że założenia układów zbiorowych zostały złamane, decyzja o dalszych działaniach będzie należała do pracowników i członków związków zawodowych.
Może to oznaczać ponowne negocjacje, żądania rekompensat lub bardziej zdecydowane działania ze strony związków.
Vilhjálmur wyraźnie sugeruje, że odpowiedzialność za obecną sytuację nie może ponownie zostać przerzucona na pracowników.
To oni zgodzili się na umiarkowanie. To oni mieli czekać na spadek inflacji i stóp procentowych. Jeśli obietnice nie zostały spełnione, trudno oczekiwać, że kolejny raz zaakceptują niższy wzrost wynagrodzeń i dalszy spadek siły nabywczej.
Spór wokół układów zbiorowych pokazuje podstawowy problem islandzkiej polityki gospodarczej: odpowiedzialności wymaga się przede wszystkim od pracowników, ale znacznie rzadziej od rządu, samorządów, banków i dużych przedsiębiorstw.
Pracownicy mieli ograniczyć żądania płacowe, aby nie napędzać inflacji. Tymczasem rosły podatki, opłaty, ceny i koszty kredytów.
Jeżeli wszystkie strony miały wspólnie pracować nad stabilizacją gospodarki, nie można teraz udawać, że odpowiedzialność spoczywa tylko na jednej z nich.
Pracownicy dotrzymali słowa. Teraz inni powinni ponieść konsekwencje własnych decyzji i wziąć odpowiedzialność za to, że warunki porozumienia niemal na pewno nie zostaną spełnione.







