CiekawostkiWiadomości z kraju

Włamanie do fermy trzody chlewnej na Kjalarnes. Zwierzęta wypuszczono, część padła

Na fermie trzody chlewnej należącej do firmy Stjörnugrís w Brimnes na Kjalarnes doszło do włamania. Sprawcy dostali się na teren obiektu w nocy z niedzieli na poniedziałek. Według firmy wyrządzono poważne szkody zarówno w pomieszczeniach biurowych, jak i w budynkach, w których przebywały zwierzęta.

Jak poinformował Stjörnugrís, włamujący się wyważyli dwoje drzwi, zniszczyli wyposażenie, otworzyli kojce i pozostawili drzwi otwarte. W efekcie część świń wydostała się z pomieszczeń i biegała luzem po budynkach. Niektóre zwierzęta wyszły także na zewnątrz, na pole, w ciemności i przy bardzo złej pogodzie.

Padło dziesięć prosiąt

Skutki zdarzenia okazały się poważne. Według firmy padło dziesięć małych prosiąt, a jedno zwierzę trzeba było uśpić z powodu złamania szczęki. Wiele loch ma obrażenia, jest poranionych, kuleje lub ma zadrapania. Odnotowano również jeden przypadek poronienia.

Stjörnugrís ostrzega, że pełne konsekwencje zdarzenia mogą być widoczne dopiero w kolejnych dniach i tygodniach. Firma wskazuje m.in. na stres u zwierząt, możliwe problemy z karmieniem prosiąt przez lochy oraz ryzyko kolejnych poronień.

Sprawa została zgłoszona policji i jest obecnie badana. O zdarzeniu poinformowano również Matvælastofnun, czyli islandzki urząd ds. żywności i weterynarii, oraz urząd głównego lekarza weterynarii.

„Pracownicy zobaczyli przerażający widok”

Geir G. Geirsson, dyrektor Stjörnugrís, przekazał, że pracownicy, którzy przyszli rano do pracy, zastali bardzo trudny widok.

„Kiedy personel przyszedł rano do pracy, zobaczył przerażający obraz. Zwierzęta były wyraźnie w ogromnym stresie, a w powstałym chaosie poraniły siebie i siebie nawzajem. Szczególnie bolesne było znalezienie martwych prosiąt po nocy” — powiedział Geir.

Dodał, że pracownicy również przeżyli silny wstrząs, widząc swój zakład pracy i zwierzęta w takim stanie. Z tego powodu część personelu została odesłana do domu.

Firma: to nie tylko zniszczenia, ale też sprawa dobrostanu zwierząt

Według Geira G. Geirssona nie chodzi wyłącznie o szkody materialne. Firma podkreśla, że sprawa jest bardzo poważna również z punktu widzenia ochrony i dobrostanu zwierząt.

Jego zdaniem nocne wtargnięcie do budynków, hałas, chaos oraz wypuszczenie zwierząt miały silny wpływ na ich bezpieczeństwo i samopoczucie. Szczególnie niebezpieczne jest zakłócanie spokoju loch, które niedawno się oprosiły. Małe prosięta są w pierwszych dniach bardzo wrażliwe, a jeśli stracą kontakt z matką, istnieje ryzyko, że locha później je odrzuci.

Apel do sprawców

Dyrektor Stjörnugrís zaapelował do osób odpowiedzialnych za włamanie, aby zgłosiły się i wzięły odpowiedzialność za swoje działania.

Podkreślił, że firma rozumie, iż ludzie mogą interesować się dobrostanem zwierząt i mieć własne poglądy na temat hodowli. Zaznaczył jednak, że czym innym jest protest lub wyrażanie opinii, a czym innym działanie, które prowadzi do cierpienia, obrażeń i śmierci zwierząt.

„To jedno, gdy ktoś protestuje albo ma określone poglądy na temat hodowli. Czymś zupełnie innym jest powodowanie cierpienia, obrażeń i śmierci zwierząt oraz niszczenie ich otoczenia w imię własnej sprawy” — powiedział Geir.

Jego zdaniem tego typu czyn powinien zostać jednoznacznie potępiony, ponieważ protesty nigdy nie powinny uderzać w same zwierzęta.

Policja prowadzi śledztwo

Na ten moment sprawa jest w rękach policji. Śledczy będą ustalać, kto stał za włamaniem, jaki był motyw działania oraz czy zdarzenie miało związek z działalnością aktywistyczną lub protestem przeciwko hodowli zwierząt.

Firma Stjörnugrís zapowiada, że w najbliższych dniach będzie monitorować stan zwierząt, ponieważ skutki stresu i obrażeń mogą ujawnić się z opóźnieniem.

Źródło
RÚVPaństwowy Instytut Geologiczny
Back to top button