GospodarkaPolonia w IslandiiWiadomości z kraju

Bank Centralny Islandii: warto znowu nosić przy sobie plastikową kartę płatniczą

Bank Centralny Islandii przygotowuje nowe rozwiązanie awaryjne, które ma umożliwić mieszkańcom płacenie kartą nawet wtedy, gdy zawiedzie internet lub systemy płatnicze. Wiceprezes Banku Centralnego ds. stabilności finansowej, Tómas Brynjólfsson, radzi osobom, które od dawna korzystają głównie z telefonu, aby odszukały swoje plastikowe karty płatnicze.

Nowe rozwiązanie ma pozwolić na dokonanie zakupów do 50 tysięcy koron na jedną kartę w sytuacji awarii systemu płatniczego. Na początku nie będzie jednak działać przy płatnościach zbliżeniowych, takich jak Apple Pay czy Google Pay. Potrzebna będzie fizyczna karta.

Jak ma działać nowe rozwiązanie?

Po wdrożeniu systemu wystarczy raz użyć plastikowej karty w sklepie z żywnością lub lekami, wkładając ją do terminala i wpisując PIN. Wtedy na chipie karty zostanie aktywowana awaryjna możliwość płatności do 50 tysięcy koron.

Jeśli później dojdzie do przerwy w działaniu internetu lub systemów płatniczych, karta nadal będzie mogła zostać użyta do podstawowych zakupów. Jeśli ktoś ma dwie karty, limit awaryjny może wynieść łącznie 100 tysięcy koron.

Tómas żartobliwie stwierdził, że jeśli ktoś nie wie, gdzie jest jego karta, to dobrze byłoby zacząć jej szukać.

Dlaczego Bank Centralny wprowadza takie rozwiązanie?

Bank Centralny od dłuższego czasu zwraca uwagę na bezpieczeństwo islandzkiego systemu płatności. Obecnie aż 99 procent płatności w sklepach przechodzi przez systemy kart płatniczych, które są obsługiwane przez międzynarodowe firmy.

Problem nie musi wynikać wyłącznie z cyberataku czy przecięcia kabli podmorskich. Tómas wskazał przykład Danii, gdzie niedawno awaria techniczna podczas aktualizacji systemów sprawiła, że część osób nie mogła normalnie płacić.

Islandia chce więc zwiększyć odporność systemu i przygotować alternatywne rozwiązania na sytuacje, w których zwykłe płatności przestaną działać.

Na razie bez Apple Pay i Google Pay

Bank Centralny liczy, że później podobne rozwiązanie będzie można rozszerzyć także na płatności zbliżeniowe, w tym Apple Pay i inne płatności telefonem. Na początku jednak system ma działać wyłącznie z fizycznymi kartami, ponieważ rozwiązania mobilne są trudniejsze technicznie.

Bank Centralny wzoruje się na rozwiązaniach stosowanych w innych krajach europejskich. Tam awaryjne limity często wynoszą około 200–300 euro. W Islandii zdecydowano się na wyższy limit, ponieważ wiele osób ma tylko jedną kartę płatniczą.

Islandia pracuje też nad krajowym systemem płatności

Równolegle prowadzone są prace nad stworzeniem krajowej infrastruktury płatniczej. Celem jest umożliwienie płacenia w sklepach za pomocą przelewów, na przykład przez skanowanie kodu QR telefonem.

Nie chodzi więc o zastąpienie kart z dnia na dzień, ale o dodanie kolejnej drogi płatności. Im więcej niezależnych rozwiązań, tym mniejsze ryzyko, że jedna awaria zatrzyma cały handel.

Gotówka nadal ma znaczenie

Bank Centralny przypomina również, że dobrze jest mieć w domu pewną ilość gotówki. Według wcześniejszych zaleceń powinna ona wystarczyć na podstawowe zakupy gospodarstwa domowego przez około trzy dni.

Tómas podkreśla jednak, że ludzie przyzwyczaili się do płacenia kartą i telefonem, dlatego celem jest zwiększenie odporności właśnie tych rozwiązań, z których mieszkańcy faktycznie korzystają na co dzień.

Co to oznacza dla zwykłych ludzi?

Najważniejszy praktyczny wniosek jest prosty: po wakacjach warto zabrać plastikową kartę do sklepu, użyć jej raz z PIN-em i w ten sposób aktywować awaryjną funkcję płatności.

To niewielka czynność, ale może mieć znaczenie, jeśli w przyszłości dojdzie do przerwy w działaniu internetu, terminali lub systemów kartowych.

Nowe rozwiązanie pokazuje też, jak bardzo współczesne życie zależy od infrastruktury cyfrowej. Płatności telefonem są wygodne, ale w sytuacji awarii warto mieć alternatywę — fizyczną kartę i trochę gotówki w domu.

Źródło
mbl.isRÚV
Back to top button